Lesław Niemczyk

Konserwatywnie o finansach
i przedsiębiorczości

niedziela, 5 grudnia 2021

O mnie

Krótko o mnie

Bio

Publikacje

Artykuły

Blog

Newsy

Wywiady

Polecam

Szkolenia

Książki

Kursy on-line

Pozostałe

Newsletter

Youtube

Facebook

Kontakt

Polityka Prywatności

Regulamin sklepu

Lesław Niemczyk

Konserwatywnie o finansach i przedsiębiorczości

Czego nauczył mnie Benjamin Franklin? | ŚTP2021

lis 12, 2021 | Blog

Z okazji XIV edycji Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości chcę na blogu i vlogu przypomnieć sylwetkę Benjamina Franklina. Jest on dla mnie jedną z najbardziej fascynujących postaci amerykańskiej przedsiębiorczości. Wybitnym człowiekiem, któremu o własnych siłach udało się zrealizować amerykański mit od zera do milionera. Co więcej, był bodaj jednym z pierwszych, któremu w Ameryce udała się ta sztuka w tak spektakularny sposób.

Zanim przejdziemy do meritum drobne wyjaśnienie. W tytule wpisu używam czasownika w formie dokonanej „nauczył mnie”. Tak naprawdę powinienem napisać „czego wciąż uczę się od Benjamina Franklina?”. Otóż, czytając życiorys, zalecenia i porady tak wybitnego człowieka cały czas mam poczucie, że dopiero zaczynam moją przygodę z biznesem. Jestem w przysłowiowej „piaskownicy” przedsiębiorczości, a zarazem zaledwie „zalążkiem” charakteru prawdziwego przedsiębiorcy.

Zatem jeśli mój szanowny Czytelnik (odbiorca) poczuje się zdeprymowany dzisiejszym wpisem, to zapewniam Go lub Ją, że te odczucia nie są mi obce w stosunku do legendarnego Franklina. Pamiętajmy jednak, że próby – nawet nieudolne – wzorowania się na wybitnych życiorysach mogą przynieść niesamowite rezultaty. Zatem czytajmy i próbujmy wyciągać wnioski dla siebie. Nie zniechęcajmy się tym, że autentyczna przemiana życia i charakteru może zabierać wiele, wiele lat. A teraz do sedna sprawy…

Tajemniczy uśmiech studolarowego banknotu

Powszechnie twierdzi się, że na amerykańskich dolarach uwiecznione są oblicza amerykańskich prezydentów i to tych najważniejszych poczynając od George Washingtona (1USD), Thomasa Jeffersona (2USD) i Abrahama Lincolna (5USD).

Od tej reguły są jednak dwa istotne wyjątki. Na banknocie 20 dolarowym widzimy Aleksandra Hamiltona – był on jednym z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych, świetnym finansistą, reformatorem systemu monetarnego USA oraz twórcą dolara amerykańskiego. Drugim znamiennym wyjątkiem jest zaś Benjamin Franklin. To właśnie on nas tutaj najbardziej interesuje.

W związku z tym należy zadać bardzo ważne pytanie: Kimże był (jest) dla Amerykanów Benjamin Franklin, że został uwieczniony na prestiżowym studolarowym banknocie? Dlaczego właśnie on – drukarz z Filadelfii, jak sam o sobie mówił – a nie któryś z pozostałych wielkich prezydentów, dowódców wojskowych, reformatorów jest na „setce”? Przecież wielka i dynamicznie rozwijająca się Ameryka miała  tysiące wybitnych osobistości?

Amerykanie szanują pamięć o Franklinie

Benjamin Franklin urodził się 17 stycznia 1706 roku w Bostonie w wielodzietnej niezamożnej rodzinie. Miał aż szesnaściorga rodzeństwa. Zatem wydaje się oczywiste, że bardzo szybko musiał nauczyć się dbać o samego siebie, utrzymywać samodyscyplinę oraz wytyczać ścieżkę swojego rozwoju i awansu społecznego.

Już w wieku dwunastu lat podjął pierwszą pracę w zakładzie drukarskim swojego starszego brata. W drukarni nie tylko pracował, ale i próbował pisać własne krótkie felietony, które ukazywały się drukiem choć pod pseudonimem. Niestety, konflikty z władczym bratem spowodowały, że w wieku 17 lat uciekł do Filadelfii i tam podjął pracę najemną w innej drukarni.

Jakże to skromne początki tego wielkiego człowieka! Czegóż musiał dokonać ten prosty drukarz, że ostatecznie znalazł się na studolarowym banknocie? Otóż poświęcając się pracy i działalności dożył aż 84. roku życia, co w tamtych czasach było nie lada wyczynem. Podczas długiego żywota osiągnął tyle, że mógłby swymi dokonaniami wypełnić co najmniej kilka pięknych życiorysów.

Życiowe osiągnięcia Benjamina Franklina

Od pracy najemnej w drukarni doszedł do założenia własnej drukarni, która była niesamowicie skuteczna i konkurencyjna. Jego drukarnia wydawała czasopisma (gazety), książki oraz podejmowała się druku banknotów na zlecenie demokratycznych władz. Cały czas kształcił się samodzielnie czytają książki i prowadząc klub dyskusyjny.

Rozwijał się jako publicysta, naukowiec (filozof) i mówca. Prowadził prężną działalność społeczną i polityczną. To on między innymi był współautorem i sygnatariuszem Deklaracji Niepodległości USA. Wynalazł okulary dwuogniskowe, piorunochron, postulował wprowadzenie tzw. czasu letniego, angażował się w zniesienie niewolnictwa. Dorobił się wielkiej fortuny i pod koniec życia zyskał międzynarodową sławę. Wszystkiego tego można się dowiedzieć, że jego autobiografii wydanej także w języku polskim pt. Żywot własny.

I tutaj pojawia się zasadnicze pytanie: Jak tego wszystkiego zdołał dokonać? Czy miał tyle szczęścia w życiu? Czy może miał szczęście akurat tyle, co każdy z nas? Ale umiał w nadzwyczajny sposób wykorzystywać życiowe szanse? Co było kluczowym czynnikiem sukcesu Franklina i kołem zamachowym jego niebywałych osiągnięć?

Wieloletnia i nieustępliwa walka o charakter

Kluczowym rysem osobowości Franklina oraz kluczem do zrozumienia jego osiągnięć był jego charakter, a raczej metoda nad jego ukształtowaniem. U podstaw tej metody leżało silne postanowienie osiągnięcia doskonałości moralnej.

Młody Franklin na podstawie samodzielnych studiów filozoficznych wyrobił w sobie przekonanie, że wszystko jest sprawą ukształtowania dobrego nawyku. Dobry nawyk lub przyzwyczajenie może stać się drugą naturą człowieka. Zanim jednak się to stanie, nawyk wymaga konsekwentnej praktyki.

Jednakże Franklin szybko przekonał się, że walka z własnymi słabościami przypomina walkę z bajkowym smokiem o siedmiu głowach. Gdy mieczem wytrwałości odcina się jedną głowę, zaraz atakuje kolejna, aby mogła odrosnąć ta utracona. Mimo to, Franklin nie zamierzał się poddać.

Kodeks trzynastu cnót Benjamina Franklina

Na podstawie rozległych samodzielnych studiów pism filozoficznych Franklin ułożył swój katalog cnót, którymi chciał żyć i doskonalić je każdego dnia. Oto one (str. 107-108):

  1. Umiar – Nie jedz do otępienia, nie pij do podniecenia.
  2. Milczenia – Mów tylko to, co może przynieść pożytek innym lub tobie, unikaj próżnej rozmowy.
  3. Ład – Niech wszystkie twoje rzeczy mają swoje miejsce; niech wszystkie twoje sprawy mają swój czas.
  4. Postanowienie – Postanów sobie czynić, co powinieneś; czyń bez zawodu to, coś postanowił sobie.
  5. Oszczędność – Nie czyń wydatków, chyba dla dobra innych lub swego; to znaczy nic nie marnotraw.
  6. Pracowitość – Nie trać nigdy czasu; bądź zawsze zajęty czymś pożytecznym; unikaj wszelkich niepotrzebnych działań.
  7. Szczerość – Nie uciekaj się do krzywdzącego oszustwa; myśl niewinnie i sprawiedliwie, a kiedy mówisz, mów podobnie.
  8. Sprawiedliwość – Nie krzywdź nikogo wyrządzając mu zło lub pozbawiając pożytków, jakie mu się od ciebie należą.
  9. Powściągliwość – Unikaj krańcowości; nie odczuwaj krzywd w tym stopniu, jak twoim zdaniem na to zasługują.
  10. Czystość – Nie pozwalaj na żadną nieczystość ciała, odzienia czy mieszkania.
  11. Spokój – Niech ci nie zamącają umysłu drobnostki lub też zdarzenia pospolite i nieuchronne.
  12. Surowość cielesna – Rzadko używaj płci, tylko dla zdrowia albo potomstwa, nigdy do otępienia, osłabienia lub szkody w twoim czy cudzym spokoju i opinii.
  13. Pokora – Naśladuj Jezusa i Sokratesa.

 

Szybko zdał sobie sprawę, że jedna cnota warunkuje drugą i o wszystkie dbać trzeba. Jednakże metodyczne samodoskonalenie wymaga skoncentrowania się w danym momencie tylko na jednym nawyku, bo jak mówi przysłowie, nie da się złapać kilku srok za ogon.

Zeszyt metodycznego samodoskonalenia Franklina

Przygotował sobie książeczkę (zeszyt kontrolny), gdzie dla każdego nawyku wyznaczył oddzielną kartkę. Zorganizował też kalendarz z macierzą: siedmioma kolumnami dla dni tygodnia oraz trzynastoma wierszami dla każdej z cnót. Każda strona tej książeczki wyglądała mniej więcej w ten sposób:

Cnota Pn Wt Śr Czw Pt Sb N
Umiar
Milczenie
Ład
Postanowienie
Oszczędność
Pracowitość
Szczerość
Sprawiedliwość
Powściągliwość
Czystość
Spokój
Surowość cielesna
Pokora

Każdego dnia wieczorem kontrolował wykroczenia przeciwko każdej cnocie i to pisemnie! Jednakże główne wysiłki każdego tygodnia dedykował jednej z wybranych cnót zaczynając od umiaru, aby w trzynastym tygodniu przejść do pokory. W tym czasie inne nawyki pozostawiał zwykłemu biegowi rzeczy.

Z czasem, gdy jedna cnota się wystarczająco umocniła, starał się kontrolować dwie cnoty itd. W ciągu roku „robił” cztery trzynastotygodniowe kursy doskonalenia charakteru! Przyznajmy, że świadczy to o jakiejś niesamowitej determinacji i wierze w zbawienne owoce samodoskonalenie.

In God we trust, czyli w Bogu pokładamy nadzieję

Na banknotach dolarowych Amerykanie od stuleci drukują prostą dewizę „In God we trust”. Znaczy ona „Ufamy Bogu” lub „w Bogu pokładamy nadzieję”. I choć współczesne „zwariowane” społeczeństwo amerykańskie z wielkich aglomeracji wydaje się odchodzić od tej prostej zasady, to kiedyś tak nie było.

Wiara całych pokoleń rodzin osadników zakładających Amerykę była prosta i silna. Dlaczego? Bo bez niej nie dałoby się przezwyciężyć ogromnych trudności, które w naturalny sposób piętrzyły się przed „zdobywcami” Nowego Świata.

Nasz bohater, syn imigranta ze środkowej Anglii, też miał taką wiarę. Wiedział on z całą pewności, że bez niej nie tylko nie da się przezwycięży okoliczności zewnętrznych. Bez wiary nie podoła się również przeciwnościom wewnętrznym, czyli słabości własnego charakteru.

Franklin zdawał sobie sprawę, że zwycięstwo nad samym sobą jest sprawą tak wielkiej wagi, że wymaga wsparcia Niebios. Dlatego swoją „książeczkę samokontroli” opatrzył w trzy motta.

Pierwsze zaczerpnął z dramatu Addisona pt. Cato. Brzmiało ono w następujący sposób:

Tu się zatrzymam. Jeśli jest Moc w górze,

(A jest. Przyroda swym dziełem to głosi),

To Moc ta musi lubować się w cnocie,

A zatem cnota musi być szczęśliwa.

Drugie motto zapożyczył od Cycerona:

„O przewodniczko życia, filozofio!

O strażniczko cnót, o pogromicielko występków!

Jeden dzień spędzony dobrze i wedle twoich przykazań

wart jest więcej niż grzeszna nieśmiertelność.”

Trzecie motto było z biblijnej księgi Przypowieści Salomona i dotyczyło mądrości przedstawianej jako źródła wszelkiego dobra (Prz 3, 16-17):

„W prawicy swej trzyma ona dni długie,
w lewicy – bogactwo, pomyślność;
jej drogi drogami miłymi,
ku szczęściu wiodą wszystkie jej ścieżki.”

Franklin był przekonany, że to Bóg jest dawcą wszelkiej mądrości. Zatem dokładał wszelkich starań, aby wyprosić jego niezbędną pomoc w tej sprawie. Ułożył więc krótką modlitwę, którą sam codziennie odmawiał. Brzmiała ona tak:

„O wszechmocna Dobroci! Szczodrobliwy Ojcze! Przewodniku pełen miłosierdzia! Wzmóż we mnie mądrość, która ujawnia, w czym leży prawdziwe moje dobro. Umocnij we mnie stanowczą chęć czynienia tego, co owa mądrość wskazuje. Przyjmuj moje dobre uczynki, dla innych Twych dzieci jako jedyną w mej mocy odpłatę za bezustanne Twoje łaski dla mnie.”

Od czasu do czasu odmawiał też inną modlitwę zapożyczoną z twórczości Thomsona:

Dobro Najwyższe! Ojcze Światła, Życia!

Naucz mnie dobra, naucz mnie, czym jesteś!

Zbaw od głupoty, próżności, występku

I dążeń niskich; duszę mą napełnij

Wiedzą, świadomym pokojem i cnotą,

Błogości święta, istotna i wieczna!

Widzimy z powyższego, że Franklin był osobą głęboko religijną w wymiarze praktycznym. Choć jego krytycy twierdzili, że jako podstarzały społecznik naprawę kamiennego bruku w Filadelfii cenił bardziej niż zbawienia własnej duszy, to nie można się zgodzić z takim powierzchownym postawieniem sprawy. Przeważnie bowiem bywa tak, że lekkoduch i nieudacznik szuka oznak słabości w życiu osoby pracowitej, aby usprawiedliwić swoją gnuśność.

Harmonogram dnia pracowitego rzemieślnika

Franklin był zwolennikiem kontrolowania dnia pracy przy użyciu terminarza dziennego. Każdy z nas może dziś kupić sobie w księgarni taki terminarz przed rozpoczynającym się nowym rokiem. Gdy go już kupimy postarajmy się przypomnieć sobie, jak Franklin redagował kartkę z zapisem dnia swojego terminarza. Jego standard wyglądał w następujący sposób obejmując 24 godziny:

RANEK

pytanie:

co dobrego dzisiaj uczynię?

5

6

7

Wstanie, umycie się i odmówienie „Wszechmocna Dobroci”. Rozważenie spraw dnia i powzięcie odpowiednich postanowień na cały dzień. Przestudiowanie tabelki. Śniadanie.
8

9

10

11

 

Praca

 

POŁUDNIE 12

1

Lektura, przejrzenie rachunków i obiad.
2

3

4

5

 

Praca

WIECZÓR

pytanie:

co dobrego dzisiaj spełniłem?

6

7

8

9

Ułożenie rzeczy na właściwych miejscach. Kolacja. Muzyka lub rozrywka, albo rozmowa. Przebadanie dnia.
NOC 10

11

12

1

2

3

4

Sen

I tutaj wypada zapytać siebie samego: Jak wygląda mój standardowy dzień? Ile czasu poświęcam na sen, odpoczynek i rozrywkę? Ile godzin na bezproduktywne rozmowy i plotki? Ile pracuję? Jak planuję dzień i postanawiam wykonywać moje obowiązki? Czy dokonuję podsumowującej samokontroli po dniu pracy?

Czy potrafię zarządzać czasem na wzór Franklina?

Te proste pytania i szczere odpowiedzi mają fundamentalne znaczenie. To w tym miejscu rodzi się w bólach samodyscyplina. Sukces wymaga pokornego założenia jarzma wytrwałości. Bo jeśli nie potrafię zarządzać czasem pojedynczego dnia pracy, to – niestety – nie potrafię także zarządzać własnym życiem. A jeśli nie potrafię zarządzać własnym życiem, to będę tylko dryfował i nigdy nie dopłynę tam, gdzie naprawdę bym chciał. Z kolei, jeśli nie potrafię zarządzać samym sobą, to jakże miałbym skutecznie zarządzać innymi ludźmi (np. pracownikami)?

Na pocieszenie nie myślmy, że Franklin od razu stał się tytanem cnót i charakteru. Wręcz przeciwnie! W pierwszym długim okresie samodoskonalenia uzyskał samoświadomość i właściwy ogląd swojej osobowości. Stało się dla niego jasne, że ma więcej wad, niż zalet.

Pociechą i nadzieją było jednak dla niego to, że miał „narzędzia”, które pozwalały mu obserwować nawet minimalne postępy zdobywania cnót i wyzbywania się wad. A to było dla niego światełkiem w tunelu. Ostatecznie stanowczość i wytrwałość doprowadziła go do fantastycznych rezultatów. Miejmy nadzieję, że i my będziemy w stanie przezwyciężyć nasze wady i zdobyć charakter warunkujący sukces. Tę naukę można zacząć praktycznie w każdym wieku.

Rachunek moralny (algebra decyzyjna) Benjamina Franklina

Jednym z elementów „metody” Franklina był jego „rachunek moralny”. To narzędzie wykorzystywał, gdy musiał podjąć najważniejsze decyzje życiowe, biznesowe i polityczne. Metoda ta jest godna polecania wszystkim, którzy chcą usprawnić swoją zdolność podejmowania trafnych decyzji i ich konsekwentne wykonanie.

Zasadniczo Franklin uczy, aby najważniejsze decyzje podejmować na piśmie, a nie w głowie lub na podstawie „fali” emocji. Myśli i emocje mają nas jedynie skłonić do rozpoczęcia pisemnego procesu decyzyjnego.

Pisemne zbieranie argumentów daje czas do namysłu

W tym celu bierzemy kartkę papieru A4 i dzielimy ją wzdłuż na pół. Nagłówek lewej strony kartki tytułujemy „Argumenty ZA podjęciem decyzji”, nagłówek prawej strony tytułujemy „Argumenty PRZECIW podjęciu decyzji”.

Teraz mamy czas, aby spokojnie, nawet w ciągu kilku dni zebrać pisemnie wszystkie argumenty „ZA” i „PRZECIW”. Możemy nawet przygotować kilka wersji takich pisemnych zestawień porządkując je i doprecyzowując coraz bardziej.

Ocena argumentów i ich konfrontowanie

Następny krok polega na rangowaniu argumentów. Staramy się ocenić je w skali o 1 do 3, gdzie „1” oznacza argument mało ważny, „2” średni, a „3” argument bardzo ważny. Zatem po zakończeniu tego etapu mamy na kartce po dwóch stronach wypisane argumenty „ZA” i „PRZECIW”, a w dodatku znamy ich „siłę” od 1 do 3.

Istota rachunku moralnego Franklina sprawdza się do „arytmetycznego” wykreślania równoważących się argumentów. Zatem argument z rangą 1 po stronie „ZA” możemy wykreślić z listy równoważąc go wykreśleniem argumentu z rangą 1 po stronie „PRZECIW”. Wykreślamy argumenty parując je mocny z mocnym, słaby ze słabym. Możemy też próbować skreślić trzy słabe argumenty, jeśli równoważy je jeden mocny itd.

„ZA” czy „PRZECIW”?

Koniec końców, wszystko sprowadza się do porównania ze sobą sumy stron „ZA” i „PRZECIW” ważonej siłą argumentów. Jeśli po stronie „ZA” pozostają nieskreślone argumenty, gdy po stronie „PRZECIW” już wszystkie wykreślono, to podejmujemy decyzję „ZA”. Jeśli zaś jest na odwrót, to podejmujemy decyzję „PRZECIW”.

Podsumowując, „rachunek moralny” Franklina sprowadza się do uzupełniania argumentami poniższej tabeli, które następnie wykreśla się na zasadzie równowagi.

„ZA” „PRZECIW”
ranga argument argument ranga
…………………………………… ……………………………………
…………………………………… ……………………………………
…………………………………… ……………………………………
…………………………………… ……………………………………
…………………………………… ……………………………………

 

Porady Benjamina Franklina dla młodego kupca z 1748 roku

Wspominając drogę Franklina od pomocnika w drukarni do pośmiertnego wizerunku na studolarowym banknocie, nie możemy pominąć jego dokonań w biznesie. Franklin uważany jest za jednego z pierwszych w Ameryce „self-made milionaires”, czyli tych, którzy o własnych siłach przeszli drogę od przysłowiowego chłopca na posyłki do milionera.

Ten drukarz i wydawca nie tylko sam dorobił się fortuny. W sumie całe swoje życie starał się promować ducha gospodarności, pracowitości oraz oszczędności. Dzisiaj można tylko spekulować, ile milionów Amerykanów idąc za jego przykładem doszło do swojej fortuny.

Jednym z najbardziej znanych do czasów współczesnych mini-utworów Franklina w tym zakresie są „Porady dla młodego kupca”. Sam od lat staram się je promować. Uważam bowiem, że te zasady są podstawą praktycznego nauczania przedsiębiorczości w wydaniu konserwatywnym. A brzmią one w następujący sposób.

Porady dla młodego kupca z 1748 roku

Jak sobie życzyłeś tego ode mnie, spisuję dla ciebie następujące porady, które pomagały mi i mogą pomagać również tobie, jeśli tylko ich przestrzegać będziesz.

Pamiętaj, że czas to pieniądz. Kto mógłby zarobić dziesięć szylingów w ciągu dnia, lecz wychodzi sobie na spacer albo siedzi bezczynnie pół dnia, chociażby w tym czasie wydał zaledwie sześć pensów na swoją rozrywkę i wypoczynek, ten oprócz tych wydatków, nie zdając sobie z tego sprawy, w istocie wydał lub raczej zmarnował pięć szylingów.

Pamiętaj, że kredyt to pieniądz. Jeżeli ktoś pozostawia mi własne pieniądze, to przekazuje mi swoje interesy, czyli wszystko to, co mogę z nimi począć w tym czasie. To oznacza pokaźne sumy, jeśli ma się dobry i duży kredyt i wie się, jak zrobić z niego dobry użytek.

Pamiętaj, że natura pieniądza polega na rozmnażaniu się i tworzeniu nowego. Pieniądz robi pieniądz, każdy nowy tworzy następny i następny. Pięć szylingów obrócone w handlu daje sześć, obrócone znowu da siedem szylingów i trzy pensy i tak dalej, aż dojdzie do stu funtów*. Im więcej pieniądza w obrocie, tym więcej przybywa go za każdym razem, a więc zyski rosną coraz szybciej. Ten, kto zabija płodną maciorę, niszczy całe jej potomstwo, aż do tysięcznego pokolenia. Ten, kto marnuje pięcioszylingówkę, niszczy wszystko, co można by z niej wyprodukować, nawet setki funtów.

Pamiętaj, żeby zarobić sześć funtów w ciągu roku, wystarczy zarabiać cztery pensy dziennie. Za tę niewielką sumę (którą można by codziennie marnować jako niewykorzystany czas lub przez niewielkie wydatki) człowiek cieszący się zaufaniem, znany ze swej niezawodności, może mieć w ciągłym posiadaniu i użyciu sto funtów. Tak wiele pieniędzy w towarze energicznie obrócone w handlu przez pracowitego człowieka przyniesie wielkie korzyści.

Pamiętaj, że zgodnie z przysłowiem dobry płatnik włada portfelem każdego. Ten, kto jest znany jako płacący punktualnie i w terminie, może w każdym czasie i przy każdej sposobności pożyczyć pieniądze, które zaoszczędzili jego przyjaciele. Przynosi to wielkie korzyści. Dlatego nigdy nie przetrzymuj pożyczonych pieniędzy nawet o godzinę dłużej niż obiecałeś, aby zawiedziony przyjaciel nie zamknął przed tobą na zawsze swojego portfela.

Trzeba zwracać uwagę na najmniejsze drobiazgi mające wpływ na kredyt. Odgłosy twojej pracy, dobiegające z warsztatu o piątej rano czy też o dziewiątej wieczorem, zadawalają twojego wierzyciela na pół roku. Lecz jeśli zobaczy cię przy stole bilardowym lub usłyszy twój głos w gospodzie, w czasie gdy powinieneś pracować, to już następnego dnia przyśle kogoś po zwrot swoich pieniędzy, żądając ich zanim zbierzesz całą potrzebną sumę.

Ponadto, to pokazuje, że pamiętasz o swoich długach – to buduje twój wizerunek rozważnego i uczciwego człowieka, a to podnosi twoją wiarygodność kredytową.

Strzeż się przed uważaniem wszystkiego, co masz, za swoją własność i życiem według takiego mniemania. Takie złudzenia są udziałem wielu ludzi korzystających z kredytu. By się przed tym ustrzec, prowadź dokładny rachunek twoich wydatków i wpływów. Jeśli zadasz sobie trud uważania na szczegóły, będzie to miało następujący dobry skutek: odkryjesz, jak przedziwnie błahe wydatki wzrastają do wielkich kwot i zauważysz, że można by zaoszczędzić w przyszłości, rezygnując z niepotrzebnych udogodnień.

W skrócie, droga do bogactwa, jeśli go pragniesz, jest prosta jak droga na rynek. Bogactwo przede wszystkim zależy od dwóch rzeczy, pracowitości i oszczędności; ot co, nie marnuj ani czasu, ani pieniędzy, ale staraj się najlepiej wykorzystać oba. Bez pracowitości i oszczędności nic się nie da uczynić, z nimi zaś wszystko. Kto godziwie zdobywa co w jego zasięgu, a zarazem oszczędza zarobiony pieniądz (za wyjątkiem wydatków koniecznych), ten zapewne stanie się bogaty – jeśli tylko ta Istota, która włada światem, błogosławieństwa której każdy powinien wyglądać dla własnych słusznych starań inaczej w swym mądrym zrządzeniu nie zdecyduje.

Źródło: Benjamin Franklin, Advice to a Young Tradesman, Philadelphia 1748. (*1 funt szterling = 20 szylingów, 1 szyling = 12 pensów)

Po prostu nic dodać, nic ująć. Swoją drogą ja jestem ciekaw w ilu szkołach publicznych w Polsce na przedmiotach z zakresu przedsiębiorczości wspomina się o Poradach dla młodego kupca, czyli w sumie poradach dla młodego przedsiębiorcy? Może warto byłoby od tego zaczynać kształcenie postaw przedsiębiorczych?

Efekt wyświadczonej przysługi

Na zakończenie tej lekcji o Franklinie dodajmy, że jego dokonania wykorzystywane są także w psychologii oraz praktycznej sztuce budowania właściwych relacji. W swojej autobiografii pt. Żywot własny ten wybitny Amerykanin sformułował pogląd, że wyświadczenie przysługi jakiejkolwiek osobie powoduje, że zaczynamy być dla niej bardziej przychylni. Może być to nawet osoba obojętna, czy nawet nielubiana.

Zasadę tę można próbować twórczo wykorzystywać z obu stron relacji usługi. Raz do przełamywania własnej niechęci do niektórych osób, dwa, do umiejętnego wywierania wpływu na osoby, których przychylność chcemy zdobyć.

Franklin tłumaczy to na przykładzie człowieka, który był mu pierwotnie nieprzychylnym konkurentem w sprawach politycznych, aczkolwiek był niewątpliwie gentelmanem: [str. 130-131]

Nie zamierzałem wszakże ubiegać się o jego życzliwość drogą okazywania mu służalczych względów, ale odczekawszy trochę obrałem inną metodę. Wiedząc, że ma on w swojej bibliotece pewną rzadką a interesującą książkę, wystosowałem doń list, w którym wyraziłem pragnienie przejrzenia książki oraz prośbę, aby zechciał łaskawie pożyczyć mi ją na kilka dni. Przysłał mi ją natychmiast, ja zaś zwróciłem po niespełna tygodniu z nowym listem, w którym wypowiedziałem moją gorącą wdzięczność. Kiedy niebawem spotkaliśmy się w Izbie, przemówił do mnie (czego nigdy dotąd nie robił) i wdał się w nader uprzejmą rozmowę. Odtąd też okazywał zawsze gotowość dopomagania mi przy każdej sposobności i wkrótce bardzo zaprzyjaźniliśmy się, a przyjaźń ta trwała aż do jego śmierci. Wypadek ten potwierdził raz jeszcze prawdziwość starej maksymy której dawno już nauczyłem się, a która głosi, że: „Ten, kto raz ci wyrządził przysługę, będzie bardziej skory oddać ci nową niż ktoś, komuś ty usłużył”.

Zapowiedź książki: Amerykańska szkoła finansów i przedsiębiorczości

Jak widzicie to nie przypadek, że cały czas Franklin „uśmiecha” się do nas ze studolarowego banknotu. Mam nadzieję, że po tym wpisie ów uśmiech przestaje już być tak bardzo tajemniczy i zagadkowy. Franklin był, jest i będzie wzorem „self-made mana”, przedsiębiorcy, który organiczną pracą u podstaw pokonał własne ograniczenia wewnętrzne i zewnętrzne.

Jeśli jesteście młodzi, to macie przed sobą całe życie, aby zweryfikować na sobie praktyczną skuteczność nieco konserwatywnych zasad i narzędzi Franklina, czyli przedsiębiorcy w stylu „retro”.

Aby Wam w tym nieco pomóc piszę książkę przypominającą podstawy (i postawy) amerykańskiej przedsiębiorczości. Będzie ona pokazywała, skąd wzięła się potęga gospodarcza USA i czego można się nauczyć od najwybitniejszych przedsiębiorców amerykańskich.

Książka będzie zatytułowana Amerykańska szkoła finansów i przedsiębiorczości i jest to druga książka z serii, którą rozpoczęła Żydowska szkoła finansów i przedsiębiorczości.

Na zakończenie muszę przyznać, że trochę zazdroszczę Amerykanom, że mają na swoich banknotach uwiecznione takie przedsiębiorcze „charaktery”. My mamy banknoty z królami… Ponieważ na blogu powinno być trochę subiektywnie i z przekąsem, to napiszę nieco prowokacyjnie, że ja wolałbym polskie banknoty z przedsiębiorcami, biznesmenami, finansistami i kupcami. Mój typ nr 1 to Ignacy Łukasiewicz! A Wy kogo byście wytypowali na taką serię polskich „przedsiębiorczych” banknotów?

Zdjęcie: Unsplash (Adam Nir)

 

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane artykuły