Jak stworzyć #Startup? Samodyscyplina i zarządzanie czasem

Czy tworząc startup przedsiębiorstwa potrzebuję mieć samodyscyplinę życiową i rozbudowane nawyki zarządzania czasem? Twierdzę, że to podstawa! Bez tych nawyków nawet najlepszy pomysł, idea, projekt rozwojowy zamienią się w ruinę. Bo same idee (pomysły) są bez znaczenia w biznesie! Liczy się ich realizacja, a więc zamiana w produkty i usługi!

Dlatego dzisiaj garść podstawowych informacji, jak zdiagnozować swoje kompetencje w zakresie zarządzania czasem i zadaniami? Kilka podpowiedzi, trików i „tipów”, które usprawniają proces decyzyjny selekcji zadań do wykonania. Kilka zasad, które odsłaniają tajniki wysokiej efektywności i utrzymania automotywacji na niedostępnym dla innych poziomie.

Są to tematy ekstremalnie ważne dla startującego przedsiębiorstwa. W perspektywie kilku pierwszych lat zdecydują one o jego przetrwaniu lub porażce. Jeśli chcesz być przedsiębiorcą (?) lepiej poznaj je zawczasu, zamiast boleśnie uczyć się ich na własnych błędach, stratach i bankructwach.

Oczywiście nie chciałbym publikując ten wpis wyjść na wielkiego mistrza, guru zarządzania czasem i samodyscypliny. Dlaczego? Bo doskonale wiem, ile mi w tej dziedzinie jeszcze brakuje do doskonałości, choć staram się ją usprawniać od co najmniej dwudziestu pięciu lat! Zatem publikuję te wpis, ale dedykuję go również samemu sobie. Pokory nigdy nie za wiele 😉

To już kolejny wpis z serii: Jak skutecznie stworzyć startup przedsiębiorstwa nie narażając się na wysokie ryzyku porażki. Wcześniej pisałem o:

Dlaczego zarządzanie czasem ma znaczenie?

Swego czasu na blogu pisaliśmy o Benjaminie Franklinie (link). To właśnie „ten pan”, który po dziś dzień spogląda na nas z banknotu studolarowego, a żył przecież ponad 200 lat temu. I rzeczywiście musiał być dla Amerykanów niesamowitą osobowością, wielkim autorytetem, skoro jest na banknotach dolarowych, pomimo tego, że nigdy nie był prezydentem USA. (Jest to generalną regułą doboru „kandydata” uwiecznionego na dolarowych banknotach.)

Ben Franklin w słynnych „Poradach dla młodego kupca” pisał:

Pamiętaj, że czas to pieniądz. Kto mógłby zarobić dziesięć szylingów w ciągu dnia, lecz wychodzi sobie na spacer albo siedzi bezczynnie pół dnia, chociażby w tym czasie wydał zaledwie sześć pensów na swoją rozrywkę i wypoczynek, ten oprócz tych wydatków, nie zdając sobie z tego sprawy, w istocie wydał lub raczej zmarnował pięć szylingów.

I rzeczywiście: czas to pieniądz! Dla każdego startupu czas to bardzo, bardzo drogi „pieniądz”, bo występuje w niezwykłej rzadkości. Jest go po prostu mało! W startującej firmie zawsze jest za mało czasu, aby wszystko ogarnąć. Najlepiej, gdyby doba miała 48 godzin, a my bylibyśmy w stanie zregenerować się w ciągu 4 godzin snu!

Wiadomo, jednak, że nie jest to możliwe. Jeśli w ciągu pięciu dni roboczego tygodnia pracujemy efektywnie od 8-10 godzin dziennie, to i tak jest to fenomenalny wynik. Ktoś powie: co? Tylko 8-10 godzin? Cóż w tym fenomenalnego? Jeśli tak pomyślałeś, to czytaj dalej…

Sprawdź, ile godzin faktycznie pracujesz podczas czasu pracy?

Ile godzin pracujesz w czasie pracy? Tak postawione pytanie brzmi nieco paradoksalnie. Czyż nie? O co w ogóle chodzi? Przecież jak ktoś jest w pracy, to chyba pracuje!

No właśnie nie zawsze tak jest! Pamiętam, gdy byłem kiedyś na posiedzeniu zarządu dużego przedsiębiorstwa. Jeden z dyrektorów zarządzający zespołem IT wyraził wówczas opinię, aby w ogóle nie zatrudniać ludzi na pół etatu.

Zapytany dlaczego, wyjaśnił mniej więcej coś w następującym stylu (przytaczam z pamięci):

Moje doświadczenia bazujące na obserwacji i analizie wyników są takie, że jeśli ktoś przychodzi na 4 godziny do pracy, to efekt z tego jest bardzo mizerny, albo żaden. Najpierw przychodzi i zorientuje się, co jest do zrobienia. Potem przerwa na kawę. Chwilka rozmowy z kolegą niby o sprawach służbowych. Potem drugie śniadanie. Chwilka „pracy” i w zasadzie już jest po czterogodzinnej „dniówce”. Wstaje i mówi, że on już idzie do domu, a nic nie zrobił! Niemal zero efektów dla firmy! Dlatego to jest bez sensu!

Nawet jeśli pracujemy na cały etat po osiem godzin dziennie, to warto uczciwie zapytać siebie: Ile godzin efektywnej pracy, skoncentrowanego „atakowania” problemów jest w takiej dniówce?

Czy przypadkiem w trakcie pracy nie odpoczywamy, nie czytamy portali informacyjnych i społecznościowych itd. To wszystko niestety są niesamowicie kosztowne pożeracze czasu pracy. Zaś w startupie przedsiębiorstwa mogę spowodować lub współtworzyć przyczyny totalnej katastrofy. Bankructwo nowej firmy wynikającej z niespełnienia twardych oczekiwań rynku i wymagających klientów!

Porada doświadczonego profesora od zarządzania produkcją

Podobną historyjkę dotyczącą samodyscypliny i zarządzania czasem mogę opowiedzieć jeszcze z czasów moich studiów ekonomicznych. Wówczas uczestniczyłem m.in. w wykładach z zarządzania produkcją. Wykłady były świetnie prowadzone przez doświadczonego profesora.

Oprócz wyjaśniania zagadnień związanych z organizacją produkcji jednostkowej, drobnoseryjnej, wielkoseryjnej i masowej wykładowca zachęcał nas do „poznania samych siebie” w kontekście pracowitości i efektywności. Polecił nam zrobić prosty test.

[ZRÓB TEST] Chodziło w nim o to, aby cały tydzień mieć ze sobą kartkę i ołówek. Notować na bieżąco przebieg dnia w poszczególnych godzinach. Np. od 8:00 do 9:00 pracowałem, potem było śniadanie itd. Dodatkowo chodziło o to, aby na koniec dnia podsumować efektywny czas przeznaczony ściśle na pracę.

Sumienie przyłożyłem się do zrobienia tego testu podczas pisania pracy dyplomowej. Sprawdzałem:

  • Kiedy wstaję z łóżka po nocnym śnie?
  • Kiedy jestem gotowy do pracy?
  • Kiedy zaczynam pracę?
  • Kiedy ją przerywam?
  • Kiedy jem posiłki itd.

Wyniki tego testu były bardzo zaskakujące dla mnie! Wręcz szokujące! Przed zrobieniem tego testu wydawało mi się, że potrafię cały dzień pracować od rana do wieczora! Byłem tego niemalże pewien!

O tym jak to ludzie „harują” cały dzień

Po zrobieniu testu okazało się, że wynik 4-5 godzin efektywnej pracy, to całkiem „efektywny dzień”. Od tego momentu także patrzę z pewnym „przymrużeniem oka” na ludzi, którzy zapewniają mnie, że „harują” cały dzień.

Bardzo często w tym harowaniu jest co najwyżej 50% czasu przeznaczonego na efektywną pracę. Reszta to półprywatne rozmowy telefoniczne, media społecznościowe, śniadania, lunche, „chillowanie się”, przerwy na papierosa.

Przy okazji nie dziwi mnie fakt, że w niektórych firmach płaci się pracownikom niepalącym o 6% więcej, niż palącym. Szczegółowe badania czasu pracy pokazują, że owa „krótka” przerwa na „dymka” potrafi zabrać nawet 6% czasu pracy! Uwierzyłbyś w to?

Płynący czas w biznesie a powstające przychody i koszty

Oczywiście w Twoim własnym startupie przedsiębiorstwa nikogo nie interesuje, ile faktycznie pracujesz. Przecież jesteś sam sobie szefem! Możesz w ogóle nie pracować! Tyle tylko, że bez pracy, jak mówi znane przysłowie, nie ma kołaczy! To powiedzenie wręcz doskonale stosuje się do przedsiębiorczości i startupu.

[KOSZTY] Otóż jeśli chodzi o koszty, o wydatki pieniężne, to możesz być pewien, że powstaną one niemal samoczynnie, automatycznie! Amortyzacja, podatki, składki na świadczenia społeczne, ubezpieczenia, opłaty, faktury za prąd, internet, telefon, wodę itd. Płynący czasu w biznesie kosztuje! Kosztuje słono! Bardzo słono!

A jeśli do tego sięgniesz po zewnętrzne źródła finansowania zwrotnego – kapitał obcy, czyli kredyty, oprocentowane pożyczki i leasing – to upływ czasu spowoduje pojawienie się kosztów finansowych w postaci odsetek. Dodatkowo trzeba będzie zarobić na zwrot rat kapitałowych.

[PRZYCHODY] Natomiast przychody nie zrobią się same i wymagają Twojego maksymalnego zaangażowania. To nie przypadek, że doświadczeni przedsiębiorcy są zazwyczaj tytanami pracy!

Wstają wcześnie rano o 5:00 lub 6:00. Już około 7:00 są gotowi do pracy. Rzadko kiedy kończą dzień pracy po 8 godzinach. Zazwyczaj nie mają czasu na długotrwały odpoczynek popołudniami w dni robocze. Tak, tak, sen o długo wypoczywającym przedsiębiorcy, to właśnie sen, to bajka, to mit.

Nie wierzę w książki typu „4-godzinny tydzień pracy”. To bajki dla naiwnych dorosłych z serii „Business fiction”. Chwytliwe tytuły, które chcą, abyś chwycił za portfel wierząc w to, co jest po prostu niemożliwe.

Traktuj swój własny terminarz jak wymagającego szefa

Dlatego świetnym, wręcz niezastąpionym, „pomocnikiem” przedsiębiorcy jest kalendarz lub terminarz. Ja sam jestem zwolennikiem tradycyjnych drukowanych terminarzy książkowych. Choć wiem, że wiele aplikacji w komórce i komputerze ma ambicje zastępować drukowane terminarze.

Sam od lat wybieram format ciut mniejszy od A4 (28 cm x 20 cm). Oczywiście każdy dzień to osobna kartka w moim kalendarzu. Przez lata wypracowałem sobie swój indywidualny model zapisu planowania i kontroli zadań do zrobienie.

Zadania zaplanowane do zrobienia zapisuję po lewej stronie kartki i kończę znakiem myślnika. Ten myślnik to dla mnie znak, że pod koniec dnia będę sprawdzał – kontrolował – jego realizację. Zatem napiszę „OK”, jeśli będzie zrobione. Jeśli nie, to będzie tam skrótowa adnotacja, co dalej?

Więcej informacji na temat tego zapisu znajdziesz w moim poradniku biznesowo-finansowym z 2007 roku. Możesz go pobrać bezpłatnie w formacie PDF zapisując się na mój Newsletter. Tam cały jeden rozdział poświęcony jest zarządzaniu czasem i pracą. Polecam!

Dziś nie wyobrażam sobie organizowania czasu pracy bez terminarza. Wręcz nie potrafię sobie wyobrazić, czy w ogóle można w inny sposób usprawnić swoją pracę i zarządzanie czasem. Jeśli się mylę, to proszę Was „naprostujcie” mnie w komentarzu lub zaproponujcie swoje efektywne podejście.

Codziennie wykonaj co najmniej trzy ważne zadania

Kolejną dobrą praktyką, mądrą zasadą zarządzania czasem jest pilnowanie wykonania co najmniej trzech ważnych zadań każdego dnia. Zatem jeśli masz już swój terminarz – czy to drukowany, czy w formie aplikacji w komputerze – to zadbaj, aby wpisać tam codziennie (oprócz weekendów) co najmniej trzy ważne zdania.

Oczywiście nie chodzi ostatecznie, aby je tam wpisać! Bardziej chodzi o to, aby je skutecznie wykonać. Aby na koniec dnia spojrzeć na upływające godziny z satysfakcją. Z poczuciem dobrze zagospodarowanego czasu.

Selekcja zadań i przedsięwzięć: jak wybierać to, co zrobisz?

Każdy przedsiębiorca prędzej, czy później dojdzie do momentu, w którym stwierdzi, że nie może zrobić wszystkiego sam. Mówiliśmy o tym, doba jest za krótka i brakuje czasu, aby zrobić wszystko to, co należałoby.

Pojawia się wówczas dylemat decyzyjny:

  • Które zadania należy zdecydowanie wykonać osobiście?
  • Które zadania delegować?
  • Które zadania mogą poczekać?
  • Które zadania zupełnie odpuścić?

Zasada Pareto, czyli co oznacza symbol 80/20 i 20/80?

Istnieje wiele prostych narzędzi metodycznych, które starają się upraszczać podstawowe decyzje zarządzania czasem. Zasada Pareto inaczej znana jako „Zasada 80/20” mówi, że 20% kluczowych nakładów odpowiada za 80% efektów. Zaś 80% nakładów generuje tylko 20% efektów.

Przedsiębiorca zdecydowanie powinien koncentrować się na tych zadaniach, klientach, procesach, produktach, rynkach, które „robią” 80% efektów. Oznacza to, że z czystym sumieniem może traktować „po macoszemu”, „po łebkach” te 80% drobnicowych „nakładów”, które nie mają strategicznego znaczenia.

Jak korzystać w praktyce z zasady Pareto? Gdy zadzwoni do Ciebie z reklamacją strategiczny klient, to zrób wszystko, aby był on zadowolony. Jednakże jeśli reklamację zgłasza klient „drobnicowy” to obsłuż go zgodnie z prawem gospodarczym i obowiązkami przedsiębiorcy, ale nie musisz stawać na głowie 😉

Gdy „nawala” w Twojej firmie jakiś proces, który nie ma strategicznego znaczenia, to może jego naprawa może poczekać jeszcze kilka dni. Natomiast, jeśli dotyczy to spraw kluczowych, to zostaw wszystko i napraw to od razu!

To, co ważne, rzadko bywa pilne, a to, co pilne, rzadko bywa ważne

To piękne, a przede wszystkim mądre(!), powiedzenie zacytowane w powyższym nagłówku ukuł Dwight David Eisenhower. Był on 34. prezydentem Stanów Zjednoczonych, a wcześniej wybitnym wojskowym, który dowodził jako generał siłami alianckimi podczas II wojny światowej.

Dwight Eisenhower na monecie 1USD z 2015 roku

Zarówno jego kariera wojskowa jak i polityczna wytworzyła w nim wysokie kompetencje zarządzania czasem oraz nawyk silnej dyscypliny wewnętrznej, czyli samodyscypliny. To właśnie D.D. Eisenhower jest twórcą prostego, ale bardzo skutecznego narzędzia zarządzania czasem. Ten instrument znany jest pod kilkoma nazwami: matryca, macierz lub kwadrat Eisenhowera.

Jego konstrukcja jest bardzo prosta. Kwadrat lub macierz Eisenhowera powstaje ze skrzyżowania ze sobą dwóch wymiarów zadań: ich ważności i pilności.  

Macierz Eisenhowera a zarządzanie czasem w startupie?

Myślę, że większość z nas gdzieś już spotkała się z poniższym diagramem.

Jego istotą jest przyporządkowanie wszystkich naszych zadań do czterech charakterystycznych grup:

  1. Ważne i pilne
  2. Ważne i niepilne
  3. Nieważne i pilne
  4. Nieważne i niepilne

Przyporządkowanie zadania do jednej z grup ułatwia nam proces decyzyjny i zarządzania czasem. Dzięki matrycy Eisenhowera wiemy mniej więcej, co trzeba zrobić. Jeżeli zadanie należy do jednej z grup to:

  1. Zrób je natychmiast!
  2. Zrób je dokładnie, ale później!
  3. Deleguj! Zlecaj! Zapłać za wykonanie tej pracy innym!
  4. Usuń! Zrezygnuj! Nie trać cennego czasu!!!

Co zawierają ćwiartki macierzy Eisenhowera? Specyfika startupu

Generalnie w 1. kwarcie znajdują się pilne zadania o kluczowym znaczeniu. Często w odniesieniu do tej grupy mówi się również o „gaszeniu pożarów”, a więc nagłych spraw, których nie wolną zignorować. W biznesowym startupie może to być groźba utraty kluczowego klienta lub kontrola z urzędu skarbowego. Generalnie wszelkie przeciwdziałania nagłym kryzysom.

W 2. kwarcie znajdują się zadania strategiczne rzutujące na naszą przyszłość i tworzące potencjał rozwoju. Chodzi tu głównie o:

  • planowanie strategii,
  • rozwój nowych produktów, usług, rynków,
  • budowanie relacji biznesowych i prywatnych,
  • uczenie się nowych rzeczy, opanowywanie nowych kompetencji,
  • budowanie zespołu i sieci kooperacji,
  • utrzymywanie równowagi pomiędzy pracą i odpoczynkiem.

Są to fundamentalne sprawy w każdym biznesowym startupie.

W 3. kwarcie znajduje się masa zdań bieżących, z których większość mógłbyś spokojnie zlecić do zrobienia innym. Obejmuje ono dużą część Twoich mail, mniej ważne spotkania, duża cześć rozmów telefonicznych, część spraw administracyjnych itd. Podzlecania tych spraw to klucz do „odgrzebania się” ze sterty mnożących się zadań i nieprzerobionej roboty!

W 4. kwarcie znajdziesz wszystkie destrukcyjne „pożeracze czasu”. Oglądanie telewizji, bezproduktywne przeglądanie portali informacyjnych i społecznościowych, plotki, ploteczki, oglądanie „głupot” na Messenger i Instagram itd. Generalnie: Kill’em all! Nie miej dla nich żadnej litości i nie poświęcaj im nawet 5 sekund z Twojego dnia pracy!

Unikaj „pustych przebiegów” i łącz zadania

Dobrym bonusowym „tipem” usprawniającym zarządzanie czasem jest unikanie „pustych przebiegów” i łączenie, agregowanie zadań. Pamiętam mojego śp. wujka, który był przedsiębiorcą restauratorem i hotelarzem. Gdy przyjmował do pracy niedoświadczoną kelnerkę, to pierwszą rzeczą, jaką jej uczył było: unikaj pustych przebiegów!

Co to znaczy? Gdy kelner wychodzi z kuchni z talerzami z jedzeniem dla oczekujących gości, to nie powinien wracać do kuchni z pustymi rękami. Po drodze może pozbierać puste naczynia. Ta prosta zasada bardzo usprawnia pracę kelnerów. Podnosi ich efektywność. Sprawia, że w w tym samym czasie robią niemal dwa razy tyle!

W gruncie rzeczy chodzi o łączenie, agregowanie zadań, robienie kilku rzeczy za jednym zamachem. Łączenie zadań głównych z pobocznymi itd.

Czy możemy wykorzystać tę prostą zasadę do organizowania startupu przedsiębiorstwa? Oczywiście, że tak! Wymaga to jednak odrobiny determinacji w szukaniu okazji do tego.

Ja na przykład staram się nigdy nie jeździć do jednego urzędu. Przy okazji załatwiam kilka innych spraw. Wyjazd do urzędu przeciągam na tyle, na ile mogę, aby w najbliższych dniach „dołożyć” do tego inne dodatkowe zadania.

Spróbujcie napisać w komentarzach Wasze „tipy”, „patenty” na agregowanie zadań. Chciałbym się od Was nauczyć czegoś nowego 😉

Zrób listę zadań miesięcznych! To usprawnia działania i uspokaja umysł

Przy okazji tego tematu chciałem się podzielić z Wami moimi bardzo osobistymi doświadczeniami zarządzania czasem i bieżącymi zadaniami. Otóż zdarza mi się, że czuję się przytłoczony ogromem zadań, które moja wyobraźnia dostrzega już za najbliższym „zakrętem”. Tuż za horyzontem kolejnych kilku dni.

Ma to miejsce szczególnie w pierwszych dniach nowego miesiąca. Dlaczego? Otóż nowy miesiąc dopiero się zaczyna, a stary miesiąc jeszcze nie został zamknięty.

Muszę zaksięgować cały poprzedni miesiąc w mojej małej spółce z ograniczona odpowiedzialnością. Zazwyczaj mam jeszcze do wysłania kilka ważnych listów tradycyjnych i e-maili. A tu już piętrzą się nowe zadania, które co chwila przychodzą mi do głowy!

Wówczas robię jedną rzecz. Zatrzymuje się na moment i spisuje na kartce listę dużych zadań do wykonania w nowym miesiącu. Dzięki temu moja wyobraźnia przestaje pracować na wysokich obrotach przeszukując horyzont prac do zrobienia. Uzyskuję względny spokój umysłu i wiem na bieżąco, co już zrobiłem, a co jeszcze mam zrobić. Spróbujcie tej metody, kiedy natłok spraw zaczyna Was przerastać!

Planowanie 12 miesięcy: Oj! Nie przeceniaj swoich możliwości!

Przy okazji zarządzania czasem powinniśmy dotknąć tematu planowania całego nowego roku, czyli pełnych dwunastu miesięcy od stycznia do grudnia. Jest to kluczowe zagadnienie planowania i motywowania, a mówiąc dokładniej automotywacji.

Zaraz, zaraz! Tylko co ma z tym wspólnego motywacja lub automotywacja? Otóż w tej czynności – planowania długoterminowego – kryje się tajemnica utrzymania całorocznej dyscypliny (samodyscypliny) na wysokim poziomie. Nie jest to jednak takie proste, jak mogłoby się wydawać.

Zazwyczaj nowy nadchodzący rok planujemy w okresie świąteczno-noworocznym pomiędzy 24 i 31 grudniem. Wówczas tempo prac zawodowych u wszystkich zazwyczaj zwalnia i jest więcej czasu na refleksję nad upływającym czasem i mijającym rokiem.

Wewnętrzna motywacja i duch przedsiębiorczości (zakładam, że on w Tobie drzemie) skłania nas do podsumowań:

  • Co udało się zrobić w minionym roku?
  • Co się nie udało zrobić?
  • Jak wykorzystać najbliższe 12 miesięcy?
  • Co poprawić i udoskonalić w naszym przedsiębiorstwie i w nas samych?

Niestety, zazwyczaj przeceniamy to, co jesteśmy w stanie zrobić w ciągu najbliższego roku! Mówiąc wprost: jesteśmy zbyt ambitni! Zbyt optymistyczni, czy wręcz hurra-optymistyczni! Chcemy zrobić zbyt duży przeskok wobec tego, czym jest obecnie nasze przedsiębiorstwo i my sami, a czym możemy się stać. Chcemy życiowego przełomu!

Te zbyt ambitne plany podcinają nasza motywację już gdzieś na przełomie marca i kwietnia, a czasami nawet wcześniej. Potem już staramy się jedynie dryfować do końca roku. Nie popadajmy jednak w pesymizm! To wszystko są bardzo ważne próby uczenia się życia i samego siebie przez porażki. Ponieważ…

Planowanie 10 lat: Zupełnie nie doceniasz swoich możliwości!

…mamy skłonność przeszacowywać nasze możliwości w wymiarze najbliższych 12 miesięcy! Warto o tym pamiętać, aby nie planować zbyt ambitnie, ale realistycznie. Okazuje się jednak, że zupełnie, całkowicie, totalnie nie doceniamy tego, co jesteśmy w stanie dokonać w ciągu najbliższych 10 lat!

Czy wiesz, że w ciągu 10 najbliższych lat jesteś w stanie przenieść swoje życie na poziom, który absolutnie przekracza Twoje aktualne ambicje i oczekiwania?

W ciągu 10 lat jesteś w stanie:

  • Zbudować niebywałą karierę zawodową!
  • Nauczyć się prestiżowego zawodu i zdobyć wszelkie dyplomy poświadczające te kwalifikacje!
  • Nauczyć się kilku języków obcych!
  • Zbudować dynamiczną, perspektywiczną, rentowną firmę!
  • Zbudować rozpoznawalną w skali całego kraju markę osobistą!
  • Zbudować piękny dom bez kredytów hipotecznych!
  • Stać się zupełnie nowym człowiekiem sukcesu, bez dotychczasowych wad i nałogów, pełnym optymizmu, energii życiowej i życzliwości!

Wizja bez działania jest jak sen na jawie…

Ktoś powie, że wyliczając powyższe potencjalne życiowe osiągnięcia mocno przesadziłem. Że to po prostu niemożliwe. Wówczas odpowiem tak:

Jeśli sam sobie powiesz, że coś jest niemożliwe, to na pewno jest to niemożliwe! Stanie się to, w co wierzysz!

Gdy wypowiadamy słowa „nie mogę”, „nie da się”, „to jest za trudne”, „to jest niemożliwe”, to wówczas odcinamy wszelką motywację i chęć do działania. Azjaci mają piękne powiedzenie na tę okazję: Wizja bez działania jest jak sen na jawie, ale działanie bez wizji jest koszmarem!

Warto o tym pamiętać układając w wyobraźni wizję naszych dokonań i rozwoju. W tym zakresie bądźmy maksymalnie śmiali i odważni! Wyobraźmy sobie pełnię naszego owocnego życia. Uwolnijmy się od wszelkich ograniczeń – finansowych, czasowych, organizacyjnych, a nawet percepcyjnych! Nie oglądajmy się na sceptyków, malkontentów, zgorzkniałych krytyków i „haterów”.

Jak zbudować wielką flotyllę okrętów? Czyli jak zbudować wielki biznes

Taka wizja jest bardzo ważna:

Jeśli chcesz, aby ludzie zbudowali doskonałe okręty, to musisz rozpalić w nich pragnienie przeżycia fascynującej dalekomorskiej przygody.

Zwróć uwagę, że to samo dotyczy nas samych i motywacji wewnętrznej! Jeśli chcesz przez cały rok utrzymać samodyscyplinę na wysokim poziomie, to musisz wiedzieć dokąd płyniesz! Musisz mieć przekonanie, że płyniesz we właściwym kierunku do Twojego wymarzonego portu przeznaczenia.

Bo płynąc tam na pewno natrafisz na mielizny i przeciwny wiatr. I tylko Twoja wizja pięknego, owocnego, spełnionego życia pozwoli Ci przetrwać trudniejsze chwile i pokonać przeciwności losu, których będzie prawdopodobnie niemało!

Co ciekawe! Wielu ludzi, którzy mieli wielkie i wspaniale marzenia potwierdzają, że mają one tendencję do… spełniania się! Dzieje się tak jednak pod jednym ważnym warunkiem! Że odważymy się za nimi podążać nie przez kilka miesięcy, ale przez wiele, wiele, wiele lat! Często niełatwych lat! Lat pełnych wyrzeczeń i walki o lepsze jutro. Walki także ze sobą samym, ze swoimi słabościami, a nawet nałogami.

Moja skrzynia z kalendarzami (terminarzami) rocznymi

Na zakończenie wpisu chcę Wam przedstawić „dowód rzeczowy” moich długoletnich zmagać w dziedzinie zarządzania czasem. Na zdjęciu widzicie karton z moimi kalendarzami (terminarzami).

Co roku odkładam do tego kartonu jeden terminarz dotyczący właśnie minionych 12 miesięcy. Kalendarzy tych jest już ponad dwadzieścia i zacząłem je prowadzić i „kompletować” jeszcze na studiach.

Kiedyś – mam taką nadzieję – przyjdzie czas, aby wrócić do nich. Będzie to świetny materiał, aby napisać na tej podstawie pamiętnik własnego życia i pracy. Swoiste „sprawozdanie końcowe”. Ale to dopiero na aktywnej emeryturze. (Oby wszechmocny i miłosierny Bóg dał mi taką możliwość!)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *