[JOB#048] Historia sukcesu Ignacego Łukasiewicza, czyli przez ciernie do gwiazd

4 grudnia obchodzimy branżowe święto górnicze, czyli tzw. „Barbórkę”. Choć górnictwo w Polsce kojarzy się przede wszystkim z węglem kamiennym, to mamy u nas także górników od nafty i gazu. Polska nie ma wielkich zasobów tych surowców, ale mamy wielkie zasługi w rozwoju przemysłu petrochemicznego. Zawdzięczamy je Ignacemu Łukasiewiczowi. Wynalazcy lampy naftowej oraz pionierowi przetwórstwa ropy naftowej. Jego życiorys może być także pięknym przykładem dla młodych ludzi, których pociąga kariera przedsiębiorcy.

Czy szybki i łatwy sukces jest w ogóle możliwy?

Na wstępie krótkie wyjaśnienie, dlaczego postanowiłem na blogu przypomnieć postać Ignacego Łukasiewicza? Sam zawodowo jestem związany z branżą nafty i gazu w Polsce, ale to wcale nie jest główny powód. Często jesteśmy epatowani historiami błyskawicznego sukcesu. Ktoś założył firmę i „boom”! W ciągu pięciu lat zadebiutowała na giełdzie! Ktoś inny napisał książkę i wielkie „WOW”! Po roku stała się bestsellerem! Jeszcze inny zaczął kupować nieruchomości na kredyt i po paru latach nie musi pracować etatowo!

Tego typu historie są inspirujące i nie wątpię, że często prawdziwe. Jednakże musimy mieć świadomość tego, że zdarzają się nader rzadko. Z czysto matematycznego punktu widzenia prawdopodobieństwo, że Ty lub ja założymy drugiego „Facebooka” lub „Standard Oil” jest mniejsze od trafienia szóstki w totolotka! Tak, tak, moi Drodzy! Nie miejmy żadnych złudzeń! Łatwiej wygrać główna nagrodę w masowych grach losowych, co przy „szóstce” w Totka wynosi prawie 1:14 milionów, czyli szansa na wygraną wynosi 0,0000072%, niż zagościć w gronie najbogatszych ludzi świata!

Dlatego, moim skromnym zdaniem, dużo więcej właściwych wniosków dla samych siebie możemy  wyciągnąć z historii sukcesu innego rodzaju. Starożytni Rzymianie mieli piękne powiedzenie: „Per aspera ad astra”, czyli dosłownie przez ciernie do gwiazd. I rzeczywiście sukces wielu znakomitych przedsiębiorców, to nie jest droga usłana różami. A jednak! Ich upór i wytrwałość pozwoliła przekuwać niepowodzenia w sukcesy! Amerykańskim „mistrzem” tej drogi jest Thomas Edison, wynalazca żarówki, który podobno mówił o sobie: „Nie odniosłem porażki. Po prostu odkryłem 10.000 błędnych rozwiązań.” Zaś rodzimym przykładem właśnie Ignacy Łuksiewicz.

Co fascynuje mnie w Łukasiewiczu?

Nie ma sensu, abym na blogu rekonstruował kolejny życiorys Łukasiewicza, których w internecie jest już sporo. Każdy z Was może zajrzeć chociażby tutaj, do Wikipedii, aby zrozumieć, na czym polegał jego geniusz przedsiębiorczy. Chcę jednak wyłuszczyć to, co mnie intryguje najbardziej w tej historii wynalazcy lampy naftowej. Po pierwsze, jest to łączenie działalności gospodarczej z działalnością prospołeczną. Jestem przekonany, że Łukasiewicz był wielkim entuzjastą gospodarki rynkowej, czyli czy się to komuś podoba, czy nie, po prostu „kapitalizmu”. Jednakże te preferencje gospodarcze wcale nie robiły z niego nadętego bufona i egoisty. Wręcz przeciwnie!

Po drugie, nasz pionier przemysłu petrochemicznego nie tylko zrealizował wiele prospołecznych projektów, ale także walczył o wolność Ojczyzny! Dla każdego z nas powinno być oczywiste, że Łukasiewicz osiągnąłby szybciej indywidualny sukces zawodowy, społeczny i ekonomiczny, gdyby nie angażował się w sprawy niepodległościowe. Idąc dalej tym tokiem myślenia można przypuszczać, że kolaboracja, czy choćby uległość wobec administracji zaborcy dałaby mu jeszcze szybszą ścieżkę kariery. Zwróćmy uwagę, że Łukasiewicz nie jest łasy na tego typu frukty. Płynie pod prąd, jak szlachetna ryba!

Po trzecie, Łukasiewicz wykazuje się niesamowita odpornością na ślepe ciosy losu. Nawet kilkukrotne pożary w rafineriach nie potrafią złamać jego aspiracji przedsiębiorczych. I tu dla nas wszystkich płynie wielka nauka z jego historii sukcesu! Wygrywa nie ten, kto szybko potrafi odnieść sukces, a ten, kto potrafi podnosić się z porażek. Jest to bardzo trudna sztuka, ale niesamowicie ważna.

Po czwarte, Łukasiewicz z czasem dorobił się znacznego majątku i wielu ludziom pożyczał pieniądze na weksle. W sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, ponieważ weksle w tamtych czasach były bardzo popularne. Jednakże Łukasiewicz co pewien czas niszczył te skrypty dłużne, a więc anulował długi!!! To naprawdę niesamowita postawa. Dla mnie osobiście jest to dowód, że Łukasiewicz jeszcze za życia rzeczywiście doszedł do gwiazd! Nie znam zbyt wiele historii ludzi, którzy potrafili robić, coś tak niesamowitego. Także z tego powodu należy mu się pamięć i cześć!

Spotkanie Łukasiewicz i Rockefellera w Bóbrce – prawda, czy mit?

Na zakończenie tego wpisu chcę nawiązać do wątku rzekomego spotkania Łukasiewicza z Rockefellerem, które miało się odbyć w Bóbrce. Czytałem dwie obszerne, książkowe biografie Rockefellera i z tego, co pamiętam przynajmniej w nich nie pojawia się żaden wątek „polski”. Jednakże z naszej strony istnieje coś na kształt „legendy”, że sam Rockefeller odwiedził rafinerię Łuksiewicza w Bóbrce na Podkarpaciu. Nie wiem, co o tym myśleć? Czy ktoś z Was ma rzetelną wiedzę na ten temat, bo wątek wydaje się bardzo interesujący? (Dla mnie jednak mało prawdopodobny).

Podobno Rockefeller dowiadywał się tam od Łukasiewicza o niuansach procesu rafinacji ropy naftowej. Ten wspaniałomyślnie wyjawił je nie chcąc za to ani grosza. Rockefeller zaś, znając realia biznesu w wydaniu amerykańskim, uznał tę bezinteresowność za czyste szaleństwo. W innej wersji słyszałem, że Rockefeller chciał kupić rafinerię Łukasiewicza, ale ten nie chciał jej sprzedać. Jeśli ktoś z Was ma na ten temat, coś wartościowego do dopowiedzenia, to bardzo proszę o komentarz, e-mail, bądź namiary na rzetelne źródło wiedzy. Będę wdzięczny, gdyż temat bardzo mnie interesuje.

PS. Na zdjęciu asystuję w składaniu kwiatów pod pomnikiem I. Łukasiewicza w Krośnie

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *