Finansowe problemy Kasi Cichopek i Marcina Hakiela  

Finansowe problemy mogą mieć pozytywne skutki. O finansach osobistych uczymy się bowiem przez całe życie i to bardzo często na własnych błędach. Nie łudźmy się! Nikt spośród nas nie jest wolny od większych lub mniejszych błędów w tej dziedzinie. Oczywiście możemy się uczyć także na cudzych błędach. Jest to mniej kosztowne i mniej bolesne, ale niestety nie tak mocno przemawia do wyobraźni jak własne wpadki. Bardzo pouczającą lekcję w tej dziedzinie odebrała para polskich celebrytów – aktorka Kasia Cichopek i tancerz Marcin Hakiel. Przestudiujmy razem ich przypadek. Spróbujmy wskazać główne błędy finansowe oraz ostatecznie mądrą strategię finansową przezwyciężenia ich.

Cichopek i Hakiel musieli sprzedać willę. Nie dali rady z kredytem

Źródło zdjęcia: wikipedia/Serecki

Na sprawę finansowych kłopotów małżeństwa Pani Cichopek oraz Pana Hakiela natrafiłem przypadkowo. Mój telefon sprzężony z aplikacją google sam podpowiedział mi ten temat pewnej niedzieli, jako że bardzo zyskiwał na popularności. Uwagę przykuwał finansowy tytuł, który donosił, że para celebrytów „musiała sprzedać piękną willę; bo nie dała rady z kredytem”. Oryginał plotkarskiego newsa możecie znaleźć na portalu pomponik.pl (tutaj).

Przyznam się, że telewizję oglądam bardzo rzadko. Serial „M jak Miłość”, od którego rozpoczęła się aktorska kariera Katarzyny Cichopek, oglądałem bodaj raz. Było to pod wpływem moich studentów, którzy mnie do tego podpuścili zapewne chcąc posłuchać mojego późniejszego komentarza. Pamiętam, że w odcinku, na który trafiłem jeden z braci Mroczków borykał się akurat z upieczeniem tortu dla swojej ukochanej. To było dla mnie wstrząsające przeżycie… 😉 Pomimo, że nie oglądam seriali, show tanecznych oraz nie czytam gazet o życiu gwiazd, wiem kim jest Pani Katarzyna Cichopek i Pan Marcin Hakiel, bo są – no właśnie – naszymi celebrytami. Dlatego niemal wszyscy ich znamy. Poniżej zatem przytoczę za portalem pomponik.pl historię tej pary, aby dodać swój własny komentarz zabarwiony edukacją finansową.

Od medialnego szczytu do finansowego dołka

Parę połączył wspólny występ w show „Taniec z gwiazdami” w 2005 roku, w którym wytańczyli pierwsze miejsce. Wkrótce potem były zaręczyny i ślub. Jeszcze przed zaślubinami para kupiła 500 metrową willę w warszawskim Wilanowie finansując zakup ogromnym kredytem we frankach szwajcarskich. Zatrzymajmy się w tym krytycznym momencie i spróbujmy przeanalizować plusy i minusy tej decyzji.

Słuszne jest to, że para kupuje nieruchomość w dobrej lokalizacji. Niestety, błędem jest to, że zakup finansuje ogromnym kredytem. Bardzo prawdopodobne jest to, że kredyt został zaciągnięty na maksymalną wartość zdolności kredytowej. Jeśli tak, to para przyjęła bardzo optymistyczne, ale i bardzo ryzykowne założenia, że szczęście będzie się do nich wciąż uśmiechać. Również niepokojące powinno być to, że kredyt zaciągają we frankach szwajcarskich choć zarabiają w złotówkach. W wyniku tego oprócz ryzyka finansowego w finansach ich rodziny pojawia się dodatkowy element ryzyka kursowego. Zapewne dokonując zakupu w okresie zakochania oraz sukcesu medialnego para również na ten dodatkowy rodzaj ryzyka patrzyła przez różowe okulary myśląc coś w rodzaju „w ten sposób będzie taniej, a może nawet na tym zarobimy”.

Sporym błędem wydaje się również sam rozmiar nieruchomości. 500 metrów kwadratowych to nieruchomość, w której może się zmieścić osiem mieszkań pod wynajem, mała prywatna uczelnia lub siedziba średniej wielkości firmy informatycznej. Trzeba być obrzydliwie bogatym – np. być głównym udziałowcem w dużej spółce giełdowej – aby przeznaczyć taką nieruchomość na własne potrzeby. Zaś jeśli nie kupuje się tak dużej nieruchomości na własne potrzeby, to dobrze mieć doświadczenie w zarządzaniu nieruchomościami, aby wiedzieć, jak ją wynająć lub spożytkować w inny sposób.

Nie zaciągaj kredytu hipotecznego pod wpływem sukcesów!

I tutaj spróbuję napisać coś na obronę pary celebrytów. Zachęcam, aby moi szanowni Czytelnicy z tego wpisu zapamiętali właśnie tą behawioralną przestrogę. Otóż bardzo wielu ludzi podejmuje największe zobowiązania finansowe kupując wielki dom na kredyt w momencie, gdy są u szczytu swojej kariery nie zdając sobie z tego sprawy.

Często ciężko i długo pracujemy na sukces. W końcu go osiągamy. Wówczas wielu z nas w przypływie euforycznego optymizmu kupuje dom na kredyt, który całkowicie przekracza nasze możliwości. Robimy tak, bo myślimy, że teraz to już będzie tylko z górki. Po prostu, pasmo niekończących się sukcesów. Wszystkim życzę takich sukcesów, ale dyskontowanie ich w finansach osobistych powinno mieć charakter kasowy, a nie kredytowy. Niestety, życie bardzo często pokazuje, że ów sukces, który miał być zapowiedzią kolejnych, jeszcze większych, to tylko „jedna jaskółka”, po której wiosna nie chce przyjść.

Oczywiście nie chcę, abyście odebrali to jako zniechęcanie do życiowego optymizmu. Uważam, że optymizm jest bardzo ważny. Ambitne cele odgrywają ogromną rolę motywacyjną. Nasz „mindset” może mieć decydującą rolą w rozwoju kariery zawodowej. Jednakże, nie przekładajmy tego w prosty, niemal mechaniczny sposób na prognozę naszych przychodów (dochodów) i zdolność kredytową do zakupu wielkiej willi, tudzież penthhouse’a.

Ja po prostu słyszałem już wiele przypadków podobnych do tego, który stał się udziałem pary celebrytów. Na przykład: pewna osoba miała kłopoty ze znalezieniem dobrze płatnej i stabilnej pracy przez wiele lat. To skutecznie powstrzymywało jej apetyt konsumpcji na kredyt. W końcu dostała pracę w dużej korporacji. W niedługim czasie kupiła na kredyt wymarzone mieszkanie, o wiele za duże na jej bieżące potrzeby. W niecały rok pracę straciła i zaczął się dramat finansowy, a potem życiowy.

Zapamiętajmy ten wniosek na całe życie przeznaczony dla ludzi młodych! Jeżeli miałeś naprawdę dobrą passę w ostatnim okresie, to nie biegnij do banku po największy kredyt hipoteczny, jakiego Ci udzieli bank rozłożony na okres 40 lat spłaty! Nie wierzmy w to, że ten ogromny kredyt jest zabezpieczony monetyzacją naszych przyszłych jeszcze większych sukcesów.

Weź także pod uwagę, że Twoja skłonność do ryzykowania i wygrywania może bardzo stopnieć, jeżeli zaczniesz płacić raty po kilka lub kilkanaście tysięcy złotych. Parę gorszych chwil w życiu zawodowym, a wizja niespłaconej raty odbierze Ci spokojny sen w nocy. Może się okazać, że następnego dnia zaczniesz tracić apetyt i zamartwiać się. Mogą zacząć się napięcia w rodzinie. I nagle, ktoś kto jeszcze wczoraj był uważany za „skazanego na sukces” już nie ma tego blasku w oczach. Zamiast cały czas wygrywać, jak wcześniej, zaczynasz przegrywać.

Para celebrytów wpada w kłopoty, ale podejmuje zwycięską walkę

Po zamieszkaniu w wielkiej willi nie realizuje się optymistyczny scenariusz finansowy. Przeciwnie, „odpalają” wszystkie ryzyka, które mogły się zrealizować. Kariera Pani Kasi nagle zwalnia. Nic dziwnego! Przypuszczam, że młoda pani domu zaczęła więcej czasu i energii przeznaczać na przysłowiowe „wicie gniazdka”, niż na pracę zawodową. Szkoła tańca Pana Marcina także nie przynosiła „kokosów”. Dodatkowo, ryzyko kursowe wystrzeliło kurs franka szwajcarskiego w górę, a rata kredytowa wzrosła do kilkunastu tysięcy złotych. Bieżące koszty utrzymania gospodarstwa domowego celebrytów i wielka rata do banku załamały finanse rodziny.

Kłopoty w finansach osobistych przełożyły się na napięcia w małżeństwie Pani Cichopek i Pana Hakiela. I tu zaczyna się piękna część opowieści o powstawaniu z upadku. Pomponik.pl podaje, że Pani Katarzyna skorzystała z pomocy rodziny. Na pewien czas przeprowadziła się do rodziców z dziećmi. Możemy się domyślać, przez jakie trudności przechodziła wówczas para. Na szczęście małżeństwo zdecydowało się na staromodny sposób rozwiązywania problemów tego typu. Zaczęli naprawiać rodzinę i jej finanse zamiast szybkich „cięć”.

To co ważne: rodzina ogranicza koszty i rezygnuje z wizji życia w luksusowej willi. Sprzedaje ją i nabywa niewielki apartament, także w dobrej lokalizacji. Jestem niemal pewien, że po tych perturbacjach finansowych to małżeństwo jest o wiele mądrzejsze w dziedzinie finansów. Zaryzykuję przypuszczenie, że dzisiaj wiedzą o tym, że nie kupuje się wielkiej willi na wielki kredyt. Wiedzą również, że kredyt hipoteczny zaciąga się w tej walucie w jakiej się zarabia. Wiedzą także, że w życiu są wzloty i upadki. Dużo łatwiej się przez nie przechodzi, gdy koszty rodziny są na niskim, rozsądnym poziomie.

Zatem pozostaje pogratulować Pani Cichopek i Panu Hakielowi. W końcu, piękna i silna rodzina to dużo większy „kapitał” życiowy, niż willa w Wilanowie. Wierzę także, że rozsądne zarządzania finansami pozwoliłoby tej rodzinie wrócić do wielkiej willi po latach domowego budżetowania i oszczędzania pieniędzy. Tylko czy wówczas uznają to jeszcze za życiowy priorytet?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *